Specjalnością PPM Zajezdnia są międzynarodowe spotkania młodzieży. To, czego można się na nich nauczyć, nazywamy edukacją międzykulturową. To też nauka, tylko inna niż w szkole - oparta na działaniu zespołowym, realizacji wyznaczonego celu, wspólnej ewaluacji i refleksji. Zapraszamy do współpracy i wymiany doświadczeń.
Każdy, kto śledzi uważnie swoją własną biografię, musi docenić rolę „przyspieszeń”, jakie w niej zachodzą, niezależnie oczywiście od ich często zaskakującego charakteru. Od dawna zastanawiam się, na ile takie skoki rozwojowe można zaplanować. Jednoznacznej odpowiedzi jeszcze nie znalazłem, ale wiem na pewno, że międzynarodowe spotkania młodzieży taki skokowy potencjał posiadają. Przede wszystkim dlatego, że są projektami, czyli zakładają koncentrację sił i środków dla osiągnięcia założonego celu w konkretnym miejscu, czasie i z pomocą osób, z którymi współpracuję. Jeżeli zachowam dostatecznie dużo mądrości, aby nie spiętrzyć trudności tak, że wpadnę w panikę, ani nie uproszczę sytuacji do tego stopnia, że w niczym nie będzie się różnić od codzienności, to uda mi się pozostać w strefie nowości, w której będę zmuszony do intensywnego i nieoczywistego działania. „Przyspieszenie” zagwarantowane. I nie nazywałbym go sprawdzianem, chociaż taka pokusa oczywiście istnieje. W projektach międzynarodowych nieoczywistość działania sprowadza się często do specyfiki komunikacji i kooperacji. Nie tylko dlatego, że partner mówi w innym języku, ale również dlatego, że jego wzorce życiowe mogą być diametralnie inne od moich, oparte na fundamentach, których nie znam i często nie potrafię zrozumieć. Tak więc kooperacja w zespole międzykulturowym wymaga „zadania sobie trudu”, spowolnienia normalnych, typowych reakcji. Spowolnienie w celu przyspieszenia. Jak dziwacznie by to nie brzmiało, nie jest to sprzeczność. Projekt pozwala nam się zatrzymać, zastanowić, wygospodarować czas dla siebie, zespołu i założonego celu – to luksus, na który nie stać nas w codziennej bieganinie. I taki projekt można zaplanować. Najlepiej od dołu, angażując się w działanie jako uczestnik, przejmując odpowiedzialność, podpowiadając organizatorom.
Zmotywowany uczestnik jest skarbem dla każdego organizatora, ale wyobrażenia o motywacji bywają różne. Najprostszy i nie całkiem odpowiadający prawdzie podział rozróżnia projekty szkolne i pozaszkolne. Myślę, że nie popełnię wielkiego błędu, jeżeli powiem, że oba sektory mają różne doświadczenia, możliwości i misje do spełnienia i dlatego warto łączyć siły – w czym chętnie jako stowarzyszenie pomożemy. A „wszystkich” potencjalnych uczestników projektów międzynarodowych (na początek polsko-niemieckich) zapraszam do współpracy. Droga od uczestnika do organizatora i prowadzącego jest co prawda długa, ale prosta i bardzo atrakcyjna dla każdego, kto lubi niespodzianki.
Pozdrawiam serdecznie
Wojtek Staniewski